Wiadomość o śmierci prof. Jerzego Strużyny wstrząsnęła nie tylko środowiskiem medycznym, ale i całym powiatem łęczyńskim. Odejście prof. dr. hab. n. med. Jerzego Strużyny to dla naszej społeczności koniec pewnej epoki. Człowiek, który z prowincjonalnej placówki uczynił europejskie centrum medycyny, pozostawił po sobie pustkę, której nie sposób wypełnić.
Architekt medycznego sukcesu
Kiedy w latach 2000. Profesor Strużyna zaczynał tworzyć we Wschodnim Centrum Leczenia Oparzeń oddział chirurgii plastycznej i rekonstrukcyjnej, wielu patrzyło na te plany z niedowierzaniem. Dziś, w marcu 2026 roku, SPZOZ w Łęcznej to marka rozpoznawalna w całej Polsce. To tutaj trafiały ofiary najcięższych wypadków w kopalni „Bogdanka”, to tutaj Profesor walczył o twarze i dłonie dzieci poparzonych w pożarach.
Mentor i lekarz
Współpracownicy wspominają go jako szefa wymagającego, ale przede wszystkim genialnego dydaktyka. – Profesor nie tylko operował, on uczył nas patrzeć na pacjenta jak na człowieka, któremu trzeba przywrócić godność, a nie tylko sprawność tkanek – mówi jeden z lekarzy łęczyńskiej placówki. Profesor Strużyna był autorem ponad 250 prac naukowych, ale to w salach operacyjnych przy ul. Krasnystawskiej 52 zostawił swoje serce.
Dziedzictwo, które trwa
Dziś Wschodnie Centrum Leczenia Oparzeń pod kierownictwem zespołu uformowanego przez Profesora kontynuuje jego misję. W planach na rok 2026, które Profesor jeszcze zdążył konsultować, jest dalsza rozbudowa bazy o nowoczesne laboratorium hodowli komórkowych. Mieszkańcy zapamiętają go jako człowieka niezwykle skromnego, oddanego pacjentom i zawsze gotowego do walki o rozwój łęczyńskiej placówki. Jego śmierć to niepowetowana strata dla regionu.

