Awanturnicze zachowanie Rosji, jej napaść na suwerenną Ukrainę, na całym świecie zwróciły uwagę na stan własnych armii. Ich uzbrojenie, liczebność, stopień nowoczesności i jakość dowodzenia. Nawet pacyfistyczne od trzech dziesięcioleci Niemcy postanowiły zwiększyć wydatki na obronność. Nie inaczej jest w Polsce. Sejm już pracuje nad rządową ustawą o obronie ojczyzny, która wprowadza zmiany w organizacji i finansowaniu armii. Mówi się nawet o przeznaczaniu 3 proc. PKB na cele wojskowe. Tylko czy rządząca nami koalicja PiS jest w stanie racjonalnie i z pożytkiem dla armii wydać te pieniądze?

Zaczęło się fatalnie

Objęcie rządów przez PiS spowodowało nie tylko zmianę na stanowisku ministra obrony. Dosyć szybko wymieniono prawie całą górę dowódców WP, często z ogromnym doświadczeniem bojowym z Iraku i Afganistanu. Minister Antoni Macierewicz ciął równo wszystkich, którzy mieli najmniejszy choćby związek z Platformą Obywatelską, paranoicznie niczym kiedyś Stalin bojąc się spisków i nielojalności. Jedyna różnica jest taka, że Stalin swoich oficerów mordował a Macierewicz odsyłał do rezerwy. Efekt jest podobny, wojsko pozbawiono wysoko kwalifikowanej kadry, przy okazji rozwalając też polski wywiad i kontrwywiad. W latach 2016-2018 zwolniono ponad 300 pułkowników i ponad 20 generałów!

Za ludźmi poszły pod nóż decyzje, w tym zakupowe poprzedniego rządu. Najsłynniejsza sprawa kupna francuskich Caracali skończyła się tym, że dzisiaj po prawie 76 miesiącach rządów PiS, wojsko nie otrzymało ani jednego nowoczesnego śmigłowca, za to Francuzom musimy zapłacić 80 mln zł kary ze zerwanie kontraktu. A miał być kontrakt offsetowy o wartości przekraczającej cenę netto dostawy 50 śmigłowców i 6 tys. nowych miejsc pracy w Polsce. Jeszcze 11 października, w TVP Info Macierewicz informował, że do Wojska Polskiego trafi przynajmniej 50-70 śmigłowców, przy czym dostawę pierwszych ośmiu zaplanowano na 2017 rok. Mamy marzec 2022 i ani jednego nowego nowoczesnego helikoptera w linii! Polscy piloci latają na maszynach, które mają ponad 30 lat – o ile w ogóle latają.

Caracale H225M, to śmigłowce wojskowe, które weszły do służby w 2005 r. czyli to bardzo nowoczesna konstrukcja, która już nieraz sprawdzała się w warunkach bojowych – od Afganistanu po Wybrzeże Kości Słoniowej, wspierała też działania NATO w Libii. Śmigłowiec lata m.in. w siłach zbrojnych Francji, Brazylii, Meksyku, Malezji, Indonezji, Kuwejtu czy Singapuru. W polskiej armii maszyny miały zastąpić wysłużone rosyjskie Mi-8, Mi-14 i Mi-17 (WP ma ich ok. 30), ale również wiropłaty Mi-2 (ok. 50) i wg pierwotnego planu miały służyć jako śmigłowce transportowe (zabiera aż 28 żołnierzy), do walki z okrętami podwodnymi, operacji ratowniczych na terytorium wroga czy też jako śmigłowce dla polskich sił specjalnych.

Rząd PO i PSL zamówił ostatecznie 50 helikopterów, w tym 8 w wersji ZOP i 6 CSAR – dla marynarki wojennej oraz 8 dla sił specjalnych. Być może dla marynarki lepsze są włoskie AW 149 a dla sił specjalnych Black Hawki. Ale pozostałe 28 helikopterów H225M dla wojsk lądowych były naprawdę świetnym wyborem. I byłyby już na stanie armii! Planowano dostawy 50 sztuk na lata 2017-2022. Dzisiaj nikt, kto ze zrozumieniem obserwuje przebieg walk na Ukrainie nie zaneguje potrzeby posiadania wojsk aeromobilnych. Nikt, poza PiS.

Zabawki dla polityków

Nie wiedział tego jednak ani Macierewicz, nie wie Błaszczak – ten ostatni postanowił za to zakupić 250 sztuk czołgów Abrams. To świetne wozy bojowe ale jednocześnie bardzo drogie i bardzo kosztowne w eksploatacji.

Polska dysponuje dziś oficjalnie 985 czołgami z czego około 75 proc. stanowi własność Sił Zbrojnych. Pozostałe są własnością Agencji Mienia Wojskowego. Najnowocześniejsze w arsenale Wojsk Lądowych Leopardy 2A5 stanowią zaledwie nieco ponad 10 proc. wszystkich polskich czołgów. Na pewno SZ RP dzięki ich pozyskaniu nauczyły się eksploatacji nowej jakości sprzętu bojowego. - Jednak nie jest to pełen sukces, bowiem zabrakło odwagi zarówno wojskowym, jak i politykom, aby dokonać zakupu 200 czy 300 Leopardów więcej, wtedy, kiedy były dostępne na rynku i kiedy ich cena nie była stanowczo wygórowana – pisze w swoim raporcie think tank Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego. W powyższych uwarunkowaniach doprowadzenie do sytuacji, kiedy „realnie” siły zbrojne dysponują 3 batalionami czołgów (lub 4 batalionami, jednakże bez możliwości odtworzenia strat, co jest niedopuszczalne) a reszta parku maszynowego odstaje możliwościami od czołgów rosyjskich (będąc podobnie jak czołgi ukraińskie „ślepe” i ze słabą łącznością oraz dysponując słabszym opancerzeniem i słabszą manewrowością niż czołgi rosyjskie) jest sytuacją niedopuszczalną.

Raport stwierdza, że wobec niemożliwości wdrożenia do produkcji w najbliższych latach całkowicie nowej konstrukcji platformy czołgowej oraz braku środków na zakup licencji na czołg III generacji (jak Leopard czy Abrams a nawet koreański K2) – Polska nie mogłaby sobie na to pozwolić bez zaniedbania innych programów modernizacyjnych. Zostaje więc jedyna realna droga, czyli modernizacja rodziny czołgów T-72/PT- 91, takiej na okres 15-20 lat, co oznacza konieczność rozpoczęcia „dogłębnej modernizacji” lub przeprowadzenia modernizacji etapowo z zaplanowaniem już teraz dalszych jej kroków). Raport powstał w 2017 roku, kiedy nikt nie wiedział, że Błaszczak nie licząc się z kosztami zamówi u Amerykanów 250 Abramsów. Ot tak, jak nałogowy zakupowicz kierujący się reklamami kupujemy ostatnio wszystkie wojskowe zabawki jak leci – wszystko co się błyszczy. F-35 najlepsze myśliwce – kupujemy, Patrioty najlepsze – kupujemy. Po kilka sztuk, bez liczenia się ze strategią, byle było głośno i byle można się pochwalić przed gawiedzią: mamy wszystko co najlepsze. A tak naprawdę to obronność leży!

Propaganda nie pomoże wojsku

Nie będę pastwił się nad Macierewiczem, który sam się skompromitował wielokrotnymi obietnicami zakupu coraz to innej liczby helikopterów. Ale problem w tym, że tak jak Macierewicz kupował śmigłowce tak nasza armia realizuje różne programy zbrojeniowe.

Już osiem lat temu plan zakupu śmigłowców bojowych – program Kruk, uznawany był za priorytetowy. Miano zakupić sprzęt minimum dla dwóch eskadr – 24 do 32 helikopterów jako zastępstwo dla poradzieckich Mi-24 (rocznik od 1978). Pomysł był PO więc w PiS powrócił pomysł modernizacji starych Mi-24, które można by wyposażyć w nowe pociski przeciwczołgowe. Jeszcze w połowie 2018 r. MON deklarował, że pozyska 32 śmigłowce uderzeniowe w ramach tego programu. - Za kilka miesięcy zostanie wszczęte postępowanie przetargowe, a umowę planujemy podpisać w przyszłym roku - informował MON w czerwcu 2018. W kwietniu 2021 roku wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz publicznie przyznał, że nowych śmigłowców szturmowych dla wojska na pewno nie będzie przed 2024 rokiem. W ogóle będą za rządów PiS? Póki co zamiast zakupów i modernizacji Wojsko Polskie ma nowy pomysł, chce kupić zgodne ze standardem NATO nowe rakiety niekierowane kalibru 70 mm do śmigłowców. No i na niektórych Mi-24 namalowano... husarskie skrzydła.

6 maja 2020 Inspektorat Uzbrojenia MON poinformował o rozpoczęciu dialogu technicznego w sprawie pozyskania 32 wielozadaniowych śmigłowców wsparcia Perkoz, które zastąpiłyby nie tylko używane nadal Mi-2 ale i świdnickie Sokoły. Już 16 marca 2021 roku w prasie związanej z obronnością ukazała się informacja o "zawieszenia dialogu technicznego w programie średniego śmigłowca Perkoz”.

Siły Zbrojne RP posiadają obecnie 248 śmigłowców aż jedenastu typów. Ponad połowa z nich ma ponad 30 lat, a aż 68 śmigłowców ma za sobą powyżej 41 lat służby! Średnią wieku obniżają do tego kupione niedawno śmigłowce szkolne i cztery nadające się głównie do szkolenia, śmigłowce S-70i.

Polskie wojsko ma dzisiaj w linii 174 T-72 (ogółem 505), 232 PT-91, 142 Leopard 2A4, 105 Leopard 2A5 – w linii służą 232 Leopardy. W 2017 roku postanowiono zainwestować w nowej generacji superczołg w zagranicznej kooperacji. Zanim on powstanie miano zmodernizować starsze wozy radzieckiej konstrukcji – T-72 i PT91 Twardy. Zamiast współprodukcji czołgu europejskiego Błaszczak zamówił w amerykańskim sklepiku 250 Abramsów. Pierwsze 28 czołgów może zostać dostarczonych jeszcze w bieżącym roku.

Natomiast z planowanego przez MON remontu 318 czołgów, w 2019 roku wyszła umowa z Bumarem-Łabędy w Gliwicach na rewitalizację 230 czołgów T-72. I ten program wyjątkowo jest realizowany. Pierwsze 8 egzemplarzy T-72M1R zostało dostarczonych w 2019 roku. Z końcem tego roku w służbie liniowej znajdować ma się razem 125 czołgów podstawowych T-72M1R. Niestety modernizacja jest dosyć ograniczona i polskie T-72 będą miały mniejsze możliwości bojowe niż ich rosyjskie unowocześnienie. Z kolei dostawy zmodernizowanych Leopardów 2PL mają duże opóźnienie. Z tego też powodu dotychczasowa umowa była aneksowana aż pięciokrotnie. Pierwsze 12 egzemplarzy tych czołgów dostarczono dopiero w 2020. W ubiegłym roku do służby liniowej trafiło kolejne 13, a w tym jeden w najnowszej wersji Leopard 2PLM1. Plany na 2022 rok przewidują łącznie dostawę 24 egzemplarzy, z czego aż 23 w wersji 2PLM1. Tym samym z końcem tego roku w służbie liniowej znajdować ma się razem 49 czołgów podstawowych Leopard 2PL (a w tym 24 egzemplarzy w wersji Leopard 2PLM1).

W 2017 r. MON zapowiadał, że do końca roku podpisze umowę na przełomowy system artylerii rakietowej Homar, dający zdolność rażenia na 300 km. Od czasu wycofania sowieckich Elbrusów, Łun i Toczek (systemy 9K52 Łuna-M i 9K79 Toczka, całkowicie wycofane odpowiednio w 2001 i 2005 r.) Polska nie ma rakiet operacyjno-taktycznych. W program miał być zaangażowany polski przemysł zbrojeniowy. Ostatecznie udano się do sklepu z zabawkami w USA i za 414 mln dolarów podpisano kontrakt na dostawę dla polskiej armii jednego dywizjonowego modułu ogniowego wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych systemu HIMARS. 18 bojowych wyrzutni z zapleczem ma trafić do kraju do 2023 roku. A miało być 56 wyrzutni dla 3 dywizjonów.

Kosy na sztorc?

Na koniec 2020 roku mieliśmy pod bronią 107 tysięcy żołnierzy zawodowych oraz 21 tys. ludzi w Wojskach Obrony Terytorialnej. Wojsko to kosztowało, z emeryturami dla byłych żołnierzy zawodowych, około 33 miliardów zł rocznie. Na dozbrojenie (sprzęt, zapasy amunicji itp.) pozostaje ok. 24 miliardów budżetowych złotówek rocznie. Sam zakup Abramsów z zapleczem to wydatek ok. 23 mld zł. 32 F-35 ma kosztować 4,6 mld USD, co przy dzisiejszym kursie oznacza 20,66 mld zł. A potrzeby są ogromne. Dzisiaj istniejąca armia używa sprzętu starszego niż żołnierze ją obsługujący (BWP-1, śmigłowce, część samolotów, część rakiet plot).

Ta obecna armia potrzebuje większej ilości wyrzutni ppanc (kupiono ostatnio zaledwie 60 nowoczesnych „Jawelinów”, produkujemy na licencji rakiety Spike, ale nie wiem ile kupujemy), a przede wszystkim rakiet obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu. Bez nich nasze czołgi rozstrzelają rosyjskie samoloty i śmigłowce. A nawet nie rozpoczęto przetargu na taki system. Świetne polskie „Pioruny” i dwie baterie „Patriotów” nie osłonią naszych wojsk. Podczas „gier wojennych” stwierdzono, że tylko minimum 120 specjalistycznych śmigłowców z przeciwpancernymi rakietami daje nam gwarancję odparcia inwazji rosyjskiej armii pancernej. A na ziemi muszą ich wesprzeć piechociarze z ręcznymi wyrzutniami ppanc i specjalistycznymi pojazdami. Tego sprzętu nie ma dla 100 tys. armii zawodowej.

Nowoczesnej broni brakuje dla obecnej armii. Teraz rząd chce 250 tys. żołnierzy zawodowych i 50 tys. WOT. Jak za Kościuszki damy im kosy przekute na sztorc? Za te symboliczne kosy uważam kałasznikowy – ale tak uzbrojeni ludzie to jeszcze nie wojsko. Dzisiejsze oddziały WOT są wciąż niedoszkolone - ich program budowy wojskowej sprawności, w porównaniu na przykład do amerykańskiej Gwardii Narodowej jest co najmniej skromny. Tymczasem budowa nowoczesnej dywizji z ludźmi i sprzętem całkowicie od podstaw to wydatek ok. 70 mld zł. Czy jest sens utrzymywać za olbrzymią kasę „mięsa armatniego”? Może jednak najpierw należałoby odpowiednio wyposażyć istniejące wojska, spokojnie i powoli zwiększając liczbę zawodowców. O ile znajdą się chętni do służby w naszym wojsku. W 2020 roku według planu armia zawodowa miała być o ponad 4 tys. etatów bardziej liczna. Nie udało się. Nie było tylu chętnych, bo rocznie z WOT odchodzi 5 tysięcy osób, a ze służby zawodowej 6 tysięcy osób. Są uprzedzeni do panującej również w wojsku zasady szybkiego awansu dla „swoich”, która niektórym pozwala od razu przeskoczyć aż kilka stopni w górę. To demoralizuje i zniechęca do służby!

Ryszard Nowosadzki

Łęczna 5 marca 2022

Aktualności z Łęcznej i regionu; informacje ważne i ciekawe z Łęcznej i okolic; biznes, sport i kultura w Łęcznej, Lubartowie, Lublinie, Świdniku i Włodawie.

Internetowa Gazeta Regionalna

logo pojezierze 2021 ok

  

Adres redakcji:
21-010 Łęczna, Zofiówka 135 A

www.e-pojezierze.pl

e-mail: redakcja@e-pojezierze.pl

.

Redaktor

tel. 793 810 222
.
Biuro Reklamy
tel. 500 295 677
tel. 602 811 876